sobota, 14 stycznia 2012
Hymn Prawego Człowieka - Musisz Walczyć Musisz Wierzyć
"...Musisz walczyć żeby przeżyć. Żeby przeżyć kilka marnych chwil. Musisz wierzyć choć nie wierzysz w to, że będziesz lepiej żył. Taki nędzny zgotowali los i czy coś się zmieni nie wie nikt..."
Nie sposób zrozumieć dlaczego. Nawet nie próbujmy. Zastanawiam się czy ktoś zakpił sobie z nas Ziemian czy też sami sobie kpimy z siebie i przede wszystkich innych. Nie wiem gdzie szukać odpowiedzi na zagadnienie skąd taki scenariusz zapanował na tej planecie i to wśród istot mieniących się ludźmi. Nie zamierzam przyjmować retoryki górnolotnej, bo jeśli przyjmę ją dla świętego spokoju to zaraz przyłączę się do tej tak zwanej większości w Polsce, a więc tych, którzy w zamian za akces do tej komuny, nakażą mi uwolnić się od wolności myślenia i postępowania. A ja nie chcę piętnować innych wspólnot religijnych, ludzi o innej orientacji seksualnej czy innej barwie skóry.
Za punkt rozważań, a czasem walki na słowa i czyny przyjmuję inne kryteria. Wypowiadam wojnę zmanierowanym środowiskom, które uległy degeneracji wskutek nadmiaru władzy, pieniędzy, a przede wszystkim w oparciu o brak ludzkiej empatii i dalekowzrocznej wyobraźni. Ten konflikt noszę w sobie i samoistnie wyzwala się w moich słowach, rzadziej czynach, bo tak naprawdę wszystko co związane z piętnowaniem zła może przejawiać się w reagowaniu na głębokie oznaki krzywd jakich stajemy się świadkami na co dzień. Wielu z nas pozostało obojętnymi na zło z powodu strachu jaki paraliżuje utratę czegoś, co stanowi podstawę bytu nas samych i naszych najbliższych. W obrzydliwych zasadach, gdzie hipokryzja stała się królową Polski dostrzec można paradoks niedzielnych spotkań w miejscach kultu religijnego. Co tydzień w niedzielę i w każde święta, widać rzesze sunących na msze rodaków. Pośród nich dziesiątki tysięcy sprawców nieszczęść wobec innych ludzi, swoich rodzin, podwładnych w zakładach pracy, mniejszych braci, na których wyładowuje się własne kompleksy. To oprawcy mordujący dla własnej przyjemności. Szczególnie groźni.Na mszach pojawia się jeden czy drugi kat. Ukrytą kamerą można zarejestrować jak wali się pięścią w piersi przyznając swoje winy, a czyni to przeważnie po to, aby w poniedziałek ponownie rozpocząć niegodne czyny wobec słabszych i niewinnych. Po cóż więc ta cała maskarada, służąca jedynie wrzuceniu dobrowolnych podatków na tacę i samouspokojeniu własnych umysłów, że to co się czyniło w poprzednim tygodniu było nie do końca prawe. To jest Drodzy Państwo niekończący się absurd. Spotykałem również i takich, którzy szli do świątyń, aby prosić o klęski osobistych wrogów, mając w głowie gamę pożądanych rozmaitych nieszczęść. Nakręcanie się w najmniej przyzwoitym kierunku licząc w nadziei, że kiedy już coś się komuś złego stanie to wypowie się dobrze nam wszystkim znane te słowa - widzicie, bóg go pokarał. Przecież nie o to chyba w tym wszystkim chodzi. Dramat.
Żyjemy średnio raczej niedługo, biorąc pod uwagę naszą wiedzę, a także osobiste doświadczenia. W każdej chwili możemy zostać zakopani w zimnej ziemi. Nie powiemy już nikomu niczego wartościowego, nie zrobimy więcej nic, aby wywołać uśmiech na twarzach bliskich. Nasza obecność jest tak krótka, a mimo wszystko wielu, jeśli nie większość, których nie potrafię zrozumieć, nie wnosi niemal niczego wartościowego do swojego istnienia. Nierówno zostaliśmy obdarzeni przez los umysłowo, fizycznie czy biorąc pod uwagę zasobność materialną i międzyludzkie wpływowe koneksje. Tu grzmię szczególnie w sprawie obrzydliwie bogatych środowisk i bezstresowych kręgów świętych krów, których relacje bronią przed wszelaką odpowiedzialnością za zbrodniczą działalność wymierzoną przeciwko zwyczajnym ludziom. "Człekowstręt tryska z moich ust parszywych krain" - Roman Kostrzewski. Zgadzam się z Romanem wiedząc jak bardzo mogę zgorszyć cotygodniową większość świętuszących w imię jeno tradycji i tak naprawdę ślepej, nic nie wnoszącej klepaninie. Przy czym, moim zamiarem nie jest obraza majestatu prawdziwie wierzących rodaków. Jeśli to co mówicie czynicie naprawdę zbieżnie przez cały tydzień, jeżeli wypowiadacie własne deklaracje po to, aby dać zadość tradycji, której celem jest dobro własne i bliźnich. Każdy ma swój rozum i powinien wiedzieć co i dlaczego robi. Źle się dzieje, jeżeli motywem przewodnim życia stają się sprawy zdobycia władzy w danym środowisku, gdzie hołubi się zasadzie cel uświęca środki. W zasadzie któż z nas nie padł przynajmniej jednokrotnie od uderzenia tego brutalnego narzędzia. Rany zadane wskutek takich ciosów pozostawiają nieodwracalne ślady w sercach. Można poddać się i ugiąć pod cięciami zadawanymi poniżej pasa,aby liczyć potem na akt łaski napastnika. Ulegając, dajemy nie tylko satysfakcję złu, które wcieliło się w ludzką postać. Oddajemy przecież jakże ważne sfery własnej przestrzeni życiowej, w której żyją w nas, na co dzień nasze największe wartości - osobisty honor, godność i cnota. Agresor zagrabiwszy nam najcenniejsze świętości, sprowadza nas do parteru, skąd niedaleka droga na bruk. Ile razy upadliście bez walki i wiary w siebie i prawdę, której byliście strażnikami czy bliskimi świadkami. Jeżeli tak było to zaniechaliście, zapomnieliście i zdradziliście siebie i ufających Wam ludzi. To klęski, które nigdy nie powinny odbyć się bez walki. W tym także bez dyplomatycznych prób rozwiązań dialogu ze złem, aby zaprzestało posuwać się jak śmierciodajny rak pożerający zdrowe tkanki. Porażka ma jedynie usprawiedliwienie jeżeli wynika ona z klęski jaka wystąpiła po próbie przeciwstawienia się jej. Jeżeli zło zwycięża to z czegoś to wynika. Jak dla mnie dlatego, że większość z nas idzie za korzyścią materialną. Sprzedać się nie problem przecież. Dlaczego zatem piętnuje się prostytucję, skoro codziennie dokonuje się powszechnie akceptowalnego łgarstwa za marne pieniądze czy splendor w postaci podania ręki od możnego obywatela czy przełożonego. To najgorsza forma kurestwa z jaką spotykać się można, dzisiaj już niemal w każdym zakładzie pracy, urzędzie i ulicy. Wystarczy zamilknąć w strachu, aby stać się zwyczajnym obciągaczem. Mając świadomość, że wszystko ma swoją cenę, poddaję pod ocenę zapytanie, za ile groszy sprzedaliście kiedyś siebie lub zaniechaliście pomóc innym. Tu przeważnie zasadne jest wskazanie każdej stronie jakiegokolwiek stosunku agresji, że życie bywa przewrotne. Dzisiejszy magnat, zachoruje na zawał i zdechnie nagle jak knur, którego taśmowy popieści w rzeźni prądem. Zimowy kłamca, jesienią zostanie powalony własną bronią fabrykatem prawdy. Kadencyjny urzędnik popłynie po czterech latach ściekiem do krainy zapomnienia. Nie musi tak być i zło pod ludzką postacią wie o tym dobrze. Dopóki bowiem nie wytacza się wojny zbrodniarzom, dopóty tworzą oni monolit, którego bronią jest pieniądz i władza, a zbroją zbiorowe kłamstwo.
Tadeusz Nalepa potrafi w zaledwie kilku zdaniach zaśpiewać blues, który ja rozbebeszam, pokazując jak niekończącą się ideę stanowi fakt otwarcia serc i wszystkich zmysłów na otaczające nas nieszczęścia zdrowotne, wypadki. Myślę, że w tym także zawierają się wszelkie zamierzone zamachy i spiski. Nie śni się nawet zakres niedobra i złośliwości. Takich statystyk zapewne nie sporządzi nigdy żadna instytucja czy służalcze media. Na to, na co nie mamy wpływu, a więc na upływ czasu, a wraz z nim naturalną kolej rzeczy powszechną śmierć zastawmy w spokoju. Kto jak kto, ale Biała Dama nadejdzie i zabierze każdemu tchnienie. Ważne, aby nie pozostawiać swojemu biegowi upadku, którego w każdej chwili można samemu doświadczyć. Bierność wzmaga jego głębię. Toń kończy się mętnym dnem, gdzie piaskiem jest choroba duszy zwana niemocą, a mułem niewiara unosząca swe ofiary w matni. Trzeba walczyć, aby żyć, choć często jest to ledwie mgnienie w historii ludzkości. Zaznaczyć warto się czynami, bo pustosłowie nie jest lekarstwem na jakąkolwiek zapaść. Szczególnie doskwiera świadomość, że zupełnie ulotne są związki osób tworzących szerokie grupy czyniące dużo pozytywów, nawet w ramach wypoczynku. Młodość ma tę zaletę, że starsi mają za zadanie wyręczać następców z problemów utrzymania się w zdrowiu i spokoju podczas zwyczajnego biegu czasu. Ta naturalna kolej rzeczy ma często swój koniec w brutalnym zetknięciu się zdrowych junaków z brutalnymi pałami, które doświadczą na własnych duszach i głowach zmierzając się w znoju, pracując za skąpy ekwiwalent, tracąc cenny czas wieku młodego, przeważnie postrzegając już absurdalność realiów z teorią jakiej trzymali się latami. Tu nieoceniony wkład w gwałty na życiowych dziewicach ma stara wykwalifikowana kadra dorosłego życia jaką spotka się najpierw na uczelniach, a potem w pracy. Szkoda ma tę szczególną trwałość, że swoim zakresem jest znacznie bardziej widoczna niż jej nemezis dobro. Zintensyfikowanie wiary w siebie i innych ma za zadanie stworzenie więzi za pomocą, których nie pozostaje się samemu na polu często beznadziejnej walki. Skoro powołano nas do życia pomyślmy czasem co zrobić z tą batalią, od której to nie sposób uwolnić się inaczej niż poprzez unicestwienie jej. Zło same w sobie nie istnieje. Podobnież dobro. Te dwa pierwiastki są w każdym z nas. Przechylając szalę na tę pozytywną stronę dajemy szansę przyczynić się do wyrwania niepożądanych chwastów w ogrodzie. Tu zrodziła mi się na gorąco myśl, że w rzeczy samej nasze życie jest właśnie takim ogrodem, w którym rosną rozmaite dobra. Dla samej przeciwwagi los sprawił, że wraz z dobrem pojawiły się również trucizny zabierające tlen i powoli mordujące życiodajną radość. Czy chcecie żyć w takich środowiskach, gdzie wszystko jest zachwaszczone i zarobaczone czy też Waszym celem jest spokojny relaks pośród cudu natury. Ziemia nie jest rajem, a wręcz może okazać się, że stanowi w zasadzie piekło. Nic więc nie ziści się samo. Wszystko powstaje za pomocą mocy sprawczej jaka tkwi w jednostce i zbiorowości. Dając przyzwolenie na zakatrupienie świata, w którym funkcjonujemy, dajemy zielone światło, aby samemu rychło sczeznąć. Dopóki żyjemy walczmy o lepsze jutro z wiarą w siebie i tych, których kochamy i szanujemy. Obojętnymi zdążycie być zawsze. Pod ziemią.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
święte słowa
OdpowiedzUsuń