środa, 4 stycznia 2012

Król Polskiego Bluesa Tadeusz Nalepa czyli Tego Wam życzę



Byłem w nieciekawym miejscu, z dala od wymarzonego domu, dosłownie w ramionach moralnego rozkładu, kiedy dowiedziałem się, od odwiedzającego nas kolegi boksera, że dzisiaj odszedł po ciężkiej chorobie Tadeusz Nalepa. Gdyby nie kilku podobnych do mnie straceńców, którzy wyjechali głównie za forsą do Anglosasów najpewniej nie wiedziałbym co mam ze sobą zrobić. Jakoś dziwnie złożyło się w moim życiu tak, że Króla Polskiego Bluesa znalazłem sam i w ciszy umysłu zgłębiałem jego twórczość. Zainteresowałem się nim dość późno, chociaż taka forma przekazu była mi zawsze przyjazna i wewnętrznie natychmiast przyswajalna. Do dzisiaj bardzo żałuję, że nikt wcześniej nie zachęcił mnie do poświęcenia kilkunastu dni, aby zagłębić się w przekazach jakie dał melomanom Tadziu. Dla mnie, jego muzyka wespół ze słowami to opis życia, który dotyczy każdego z nas. Tak proste, a zarazem nieosiągalne dla większości z Artystów jest bycie sztukmistrzem melodii i myśli spojonych w jednolite piosenki. Gdyby było inaczej, słyszałoby się to i owo o rozkwicie łączenia przekazu myśli i gry instrumentariów. Tymczasem prawdziwa muzyka jest w medialnym odwrocie. Temat szeroki i wymagający raczej gruntowej analizy i wojowniczego nastroju do siekania ostrymi kłami i mocnymi rogami po osóbkach wywindowanych przez kiepskie media. Nie sposób ich nawet nazwać grajkami. To zgraja mizerot psujących uszy rodakom, a przez to także i sprawców, wypaczających dobry gust i moc przemyśleń czy radości z istoty zabawy na prawdziwie zagranych koncertach. Wracam do Tadzia i tego co zrobił. Nie odważę się na podsumowanie,ale pokuszę się jak zwykle o subiektywną analizę jego piosenek.  Na początek trafiło zupełnie na czasie na piosenkę "I tego Ci życzę". Tak się akurat składa,że ktoś kochany zamieścił w necie cały koncert z okazji 60 urodzin Tadka. Włączam ten prezent i załączam fragment występu powyżej,a wnet zradzają się myśli...
"Ja nie muszę mieć pałacu na łóżku wodnym spać i gapić się z tarasu na samochody dwa. Kiedy po dniu ciężkim przez domu przejdę próg, miłość mej kobiety ma mnie zwalić z nóg..." Powiedzcie, Kochani skoro to wszyscy wiemy dokąd zmierzamy w tym diabelskim pędzie? Za miłością? Radością życia? Oddajemy swoje najlepsze wartości bliźnim? Pewnie chcielibyśmy,ale jakże często jest tak, że na te najistotniejsze wartości nie ma miejsca, bo albo proza codzienności zabrała nam czas i wolność myśli, albo też mamy puste kieszenie i jedno marzenie, wrócić do gry, założyć na siebie zgrzebny wór i maskę na twarz,oby tylko robić cokolwiek i często nawet nie za niegodną stawkę, a wręcz jałmużnę neofełdała. Problem utrzymania się od miesiąca do miesiąca jest największym nieprzerwanym kacem powstającym po wdychaniu tlenu między Odrą, a Bugiem. Cóż dopiero mówić i starać się zrozumieć Tadka,gdy mówi "...I tego Ci życzę. I choć z pozoru to bardzo proste,oh jakie to trudne jest!!!". Uwierzyć nie sposób, szczególnie kiedy życie przecieka nam przez palce,a tymczasem piękno wartości zasadza się w naszych wrodzonych cechach potrzebie miłości i dawaniu jej. Przecież to takie proste, że trudniej na to wpaść się nie da. Zawsze istnieje zgniły jad doświadczeń, swoisty paralizator wychodzenia naprzeciw własnym błędom i wybaczaniu krzywd, w tym i znajdywanie setek powodów, aby nie zrobić czegoś prostego i wartościowego. Im człowiek głębiej brnie w bezsens swojej codzienności, w której walczy obok przypadkowych osób na stanowisku pracy, tym bardziej powinien skupić się na zrozumieniu jak bardzo musi postarać się powalczyć o tych, których kocha i o tych, których doprawdy szanuje. Nie wiem jak to u Was jest, ale mnie osobiście rozbraja stan, kiedy słyszę w pewnych kręgach,że jestem tym co posiadam, a jeśli zdarzy się tak, że kilkuletnie auto nie odpowiada tym normom to mam zawijać się w diabły, bo skoro nie mam oczekiwanych przedmiotów to jestem "bezwartościowy". Cóż dzieje się w Waszych sercach, bo moje na zawsze przestaje bić w rytmie empatii, dla takich koneserów gadżetów. Ciekawe, czy kiedyś jak zamkną oczy to wezmą ze sobą te przedmioty do swoich piramid. Tymczasem trudno się nie dziwić prostaczkom, że nie rozumieją iż w życiu najważniejsza jest miłość i szacunek, nie słuchają przecież Tadzia "Ja nie muszę mieć pałacu na łóżku wodnym spać i gapić się z tarasu na samochody dwa. Kiedy po dniu ciężkim przez domu przejdę próg, miłość mej kobiety ma mnie zwalić z nóg. I choć z pozoru to bardzo proste,oh jakie to trudne jest." Kto miał im zaśpiewać o miłości i prostocie człowieka może ktoś z Tusk Vision Network (dla niewtajemniczonych TVN)...Wzdrygam się z obrzydzenia, jak kiedyś po pierwszym kielonie zapomnianej Bałtyckiej. Życie jest piękne, więc nie dajcie się zwariować medialnym bombardierom. Jak wiadomo bombardier to jeno starszy szeregowy, cóż więc to za ranga, dla Kapitanów swoich okrętów pełnych przemyśleń i marzeń o miłości i zdrowiu splatających się w prostocie spełnienia czy Majorów Ostoi rozsądku i zrozumienia.
"...Kilka lat po świecie chodzę,przypadki różne znam i widzę każdy człowiek marzenie takie ma,chciałby być kochanym i mieć swój własny kąt,gdzie wraca lizać rany,gdzie w oknie czeka ktoś. I tego Ci życzę..." Cóż prostszego. To najpiękniejszy wrodzony egoizm o jakim słyszałem, a który to podlega społecznej i indywidualnej akceptacji. Wskażcie mi kogoś któż nie marzy o domu, w którym czekają na niego bliscy i blask domowego ogniska. Jeśli są tacy, którzy zaprzeczą z różnych powodów, niechaj przemyślą dotyk miłości zawarty w smaku strawy, zapachu tulącej się doń szyi i musnięć kształtnych, kołyszących się życiodajnych piersi. Kocham kochać. Pogardzam materialistami. Wielu jest takich, którzy mają dokąd wracać po codziennych bitwach z nieuprzejmymi gnojami. To ich szczęście. Tych co mają własne rodziny, na które mogą liczyć, niezawodnych przyjaciół, a także kąt, którego nie trzeba wynajmować lub wydzierać dożywotnimi wyrokami - ratami, bezkarnym w polskiej rzeczywistości bankom. Ilu jednak dławi się od łez w samotni własnych marzeń o partnerach dających miłość, przyjaźń i lubieżny seks. Ilu także nie sypia po nocach, bojąc się o relacje w pracy, kończącą się na koncie wypracowaną jałmużnę, okrojoną znacząco o wieczne wakacje (raty) dla dyrektorów i prezesów instytucji finansowych w świetle jupiterów aktów normatywnych uchwalanych przez tych samych od lat bezdusznych człekokształtnych w garniturkach. Grubo obchodzi się z Polakami obecna rzeczywistość. Piszę o tej większości. Zaiste uchroni nas przed totalną degradacją miłość i szacunek, przyjaźń i pomocny ludzki gest.
Tego Wam życzę.
"...I choć z pozoru to bardzo proste, oh jakie to trudne jest".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz