niedziela, 25 grudnia 2011
Z papieru świat czyli demakijaż codziennej lekturki szarej główki.
Z papieru świat czyli demakijaż codziennej lekturki szarej główki.
"...Czy to już tak zawsze ma pozostać,czuję się jak rysunkowa postać,kim był ten gość co na pomysł wpadł,by mi zafundować,z papieru,z papieru świat"...
Słowa znanej i popularnej kapeli Lady Pank dostarczającej wielu przeżyć słuchaczom radiowej "Trójki", a z czasem i innych stacji, na których akurat celowo nie zatrzymuję się na dłużej...
Zachodzę w głowę i poszukuję odpowiedzi na szereg pytań kłębiących się,interpretując fragment zacytowany powyżej. Myślę, że nie odkrywam niczego specjalnego, ale zapewne każdy poczuł się przynajmniej raz w swoim życiu niekomfortowo.
Żyjemy w realiach, w których jesteśmy zewsząd bombardowani przez natarczywych lub wyjątkowo uprzejmie miłych sprzedawców marzeń. Od tego wszystkiego często robi się, aż tak słodko, że dostaje się mdłości. Wszystko ma swoje granice. Każde pragnienie zostaje kiedyś zaspokojone. Reakcja zwrotna u zdrowego organizmu wystąpi prędzej czy później. Niestety o naturalnej prawidłowości każdej istoty nie wiedzą wszyscy., przy pełnej akceptacji producentów i ich zorganizowanych machin łącząc te dwa elementy w nadziei na kolejną niebagatelnie wielką sprzedaż.
Czy można mieć pretensje do żądnych zysku handlawców1 i pracujących dla nich uczciwych i upapranych w manipulacje mas? Czy też należałoby spojrzeć z pewnym politowaniem na zachłannych odbiorców trzydziestej pary spodni, czterdziestej piątej skórzanego obuwia po czwarty piekarnik...Zakupy,marketing,odezwa do ludu,odbiorcy. Nie widzę w tym nic złego. Czy jednak nie bywa i tak, że pośród nas zdarzają się ludzie, którzy bardzo mocno zagubili się pośród stosu reklamowej makulatury? Oczywiście widzę u jednych pewne zdziwienie do czego zmierzam, u innych zaskoczenie, ponieważ nie czerpią przyjemności z dennej kąpieli zmysłów w kolejnym akcie sprzedażowej propagandy. Rozmawiam i obserwuję. Rzadziej komentuję na gorąco,przeważnie tłumiąc w sobie gorycz jaką niesie nam od lat rzeczywistość. Zalewają nas stosy reklam, a odporni na wiedzę z uśmiechem pożądania studiują te mizerne lekturki. Siedzą dzień w dzień wyrabiając w sobie łaknienie nabycia kolejnych gadżetów. Nie wstydzi ich nawet fakt, że ktoś z rodziny zażenowany przestał ich odwiedzać,a prawdziwi przyjaciele rzadziej do nich zaglądają. Tworzą się klany bywalców marketów i sklepików! A to Ci dopiero kasta. Stali posiadacze plastikowych rekwizytów o móżdżku naćpanego blaskiem iskrzących się neonów konsumenta i sercu nienadającym się nawet na gulasz dla ludożerców. O nich jednak wypada napisać osobny rozdział demakijażu.
Powiedzcie mi jak to jest kiedy tysięczny raz wrzucacie gazetkę czy świstek do śmietnika lub kiedy rozłączacie połączenie ze słodkopierdzącym konsultantem. Czy przyjmujecie te fakty za zasadne z Waszego punktu widzenia? Rozumiejąc w pewnym aspekcie pracowników firm łączących się telefonicznie z Waszymi domostwami w nadziei na uzyskanie bezpośredniego kontaktu z Waszym portfelem, wypadałoby zastanowić się kiedy nastąpi krach prób wdzierania się w Waszą prywatną sferę. Nie znam odpowiedzi na to pytanie i myślę, że ten nieodłączny element systemu, którego nie ośmieliłbym się inaczej nazwać jak polskimi realiami, istnieć będzie tak długo, dopóki znaczne grono świadomych odbiorców nie zacznie ostentacyjnie reagować na próby skuszenia ich bez ich komplementarnej zgody.
"Czy to już tak zawsze ma pozostać? Czuję się jak rysunkowa postać. Kim był ten gość, co na pomysł wpadł, by mi na złość zafundować,z papieru, z papieru świat..."
Właśnie...
Jeden kroczek czyli demakijaż wyobrażeń rozmów o pracy.
Jeden kroczek czyli demakijaż wyobrażeń rozmów o pracy.
"...Stój! Dokąd idziesz?! Obudź się,przestań śnić.Spójrz gdzie musisz żyć. Stój! Stój! A teraz myśl!..."
Niemal 30 lat minęło od wydania drugiego albumu charyzmatycznej grupy heavy metalowej TSA rodem z Opola.
Słuchając zastanawia mnie możliwość dopasowania refrenu piosenki "Jeden kroczek" również i do dzisiejszych realiów. Patrząc za okno dostrzegam dzisiaj nie tylko szare i mroczne przedzimie.
Rozmowy międzyludzkie, które pozwalają każdemu z nas realizować się, dają radość czy uspokojenie lub mocno osłabiają tkwiące w nas siły witalne, poprzez złowieszcze świsty, niewidocznych lecz raniących umysły ostrzy słów. Toczą się ich miliardy każdego dnia. Niektóre z nich mają moc sprawczą nadania pewnym historiom biegu wydarzeń. Spotkałem w ostatnim czasie w parku interesującą dojrzałą kobietę. Siedziała pomimo wiejącego wiatru cierpliwie i w zawieszeniu, gdzieś pomiędzy mijającą przeszłością i przyglądającej się ludzkości nieuchwytnej przyszłości. Znając swój punkt widzenia na pozostawanie rzadko obojętnym na podobne sytuacje,z których powstałyby melancholijne obrazy w formie ujęcia chwili postanowiłem jednym pytaniem przeciąć moment nieobecności. Dokąd Pani zmierza? - zapytałem. Donikąd - odparła, lekko zmieszana lecz pozytywnie wybudzona z własnej matni. Z czasem marznąc, wysłuchałem krótkiego opowiadania na temat jej życia zawodowego. Nie było czego zazdrościć, a nawiasem wymieniając poglądy w tym aspekcie pozostałem niedłużny. Rozeszliśmy się mniej więcej po godzinie. Pozostały kłębiące się myśli, tak gęste jak mgła wypalanej w piwiarni paczki papierosów. Bezwonność gęstości tego stanu, pogłębiła jedynie wewnętrzne rozważania na temat bezradności większości ludzkości wobec człekokształtnej, nie obrażając małp, bezczelności. W mediach od dawien dawna stosuje się propagandę sukcesu. Nie ma znaczenia jaki system panuje w danym kraju. Wszyscy prześcigają się w złotoustych wypowiedziach, niekiedy świecących blaskiem jedynie tandetnego tombaku. Powiadają nie wszystko złoto co się świeci, lecz w tym wypadku nie rozwijam myśli. Wyartykułuję je bowiem w innym demakijażu. Jednak biorąc tylko pod uwagę bezczelność z jaką zmierzamy się w pracy lub podczas poszukiwania innego stanowiska głowię się dokąd zmierzamy w zwyczajnym ludzkim wymiarze. Dobrą dekadę temu proponowano pracę na bazie wynagrodzenia prowizyjnego w oparciu o marginalną podstawę dającą namiastkę gruntu. Obecnie spotykam się często z głosami doświadczonych tymi sytuacjami, iż mogą pojawić się u pracodawcy na podstawie kwartalnego okresu próbnego opartego na sprawdzaniu gotowości przyjmowania poleceń służbowych podlegających każdorazowej ocenie w trybie natychmiastowym. Zero podstawy,a o prowizji porozmawiamy jak zostanie wypracowana.Nieodpowiedzialni praktycznie za życie jednostki włodarze polskich realiów każdego szczebla administracyjnego, przypuśćmy, że nie wiedzą nic o dziesiątkach tysięcy kpin, jakie doświadczają rodaków. Pomyśleć jakże nierealna stała się polska demokracja, skoro kwieciste mowy, bezkarnych od lat, tych samych twarzy, przypominają bukiet śnieżnobiałych chryzantem cmentarnych. Nie dziwi mnie zatem fakt, że dzieje się tak, że słysząc słowa "...stój! spójrz gdzie musisz żyć, obudź się, przestań śnić..." poczułem werwę, aby wydusić z siebie gniew, który, co któryś dzień, zżera większość z nas.
Żyjemy w kraju cudownych metafor czyli demakijaż obecnej osi współrzędnych wykresu życia rodaków.
Żyjemy w kraju cudownych metafor czyli demakijaż obecnej osi współrzędnych wykresu życia rodaków.
"Żyjemy w kraju cudownych metafor. W czasach początku złudzeń i zmian. I jeśli przyjdzie zapłacić nam za to. Dawno nie będzie nas"...tym razem wybór padł na bardzo inteligentny, jeden z wielu, świetnych przekazów zespołu Raz Dwa Trzy.
W sumie to prawda,jednak czy aby na pewno dawno nie będzie nas, kiedy przyjdzie zapłacić nam za to?
Kto inny zapyta właściwie za co?! Nie zauważając w swoim życiu zmian na lepsze.
Fakt, że nasze życie zmieniło się zupełnie w ciągu ostatnich dwóch dekad z ogonkiem jest niepodważalny. Kto wiekowy doskonale rozumie. Kto młodszy lecz rozumny również. Kto najmłodszy przyjmuje takie wypowiedzi jak opowieść o czystkach patriotów w latach okresu stalinowskiego, czy też,o zgrozo!, jak przekazów o popędzie seksualnym, nieprzepuszczającemu żadnej niewieście, królowi Kazimierzowi III Wielkiemu.
Temat jest tak szeroki, że powstałaby przynajmniej kilkutomowa pozycja. Nie mniej ni więcej, postrzegam życie czysto subiektywnie, jak każdy z nas, i niech nikt, nawet mędrzec, nie waży się pomyśleć nawet, że poza śmiercią istnieje coś obiektywnego. Zupełnie przypadkowo trafiłem dzisiaj do swojego ulubionego rzeźnika. Fakt poznania tego sklepu zawdzięczam zupełnemu przypadkowi. Tutaj, chciałbym podziękować tym, których już nie ma fizycznie pośród nas, a z którymi to dyskutowałem nad ówczesnym piętnastoleciem polskiej rzeczywistości. Już wówczas, siedząc z zacnym starszym państwem czuliśmy galopujący pęd strachu przed jutrzejszym świtem. Porównania kilku dekad, kiwanie z dezaprobatą głowami oraz słowa otuchy,aby trwać na ile to możliwe na straży własnego honoru. Wspaniałej pary już nie odwiedzam przy rosyjskim szampanie i stole wędlin z pobliskiego blaszaka. Jak widać warto wspomnieć rzewnie mile spędzone wspólne godziny. Pozostał jedynie niemal niezmienny smak tej samej kiełbasy, którą i dzisiaj miałem szczęście kupić z rąk tej samej sprzedawczyni. Poza surową polską i poukładanymi jak zawsze w tych samych ladach pozostałymi mięsiwami, zobaczyłem tych samych sprzedających oraz wystawkę poznańskich symboli, dających mi zawsze poczucie, że jestem w miejscu wyjątkowym. Wszak lokalny patriotyzm chwali się. W sklepie natrafiłem na gorącą dyskusję klientów ze sprzedającymi. Rozmowa wiedziona w donośnym tonie dotyczyła czasowej osi współrzędnych w jakiej się znaleźliśmy. Zgodnym chórem w oktawach rozczarowania, omawiano znieczulicę społeczną. Doświadczenia rozmówców były na tyle zbieżne z moją autopsją, że nie wahając się dodałem do tej duchowej strawy własną gorzką przyprawę. Fakty powszechnej degeneracji wielu stosunków międzyludzkich są faktem i nawet najbardziej różowe okulary optymisty czy głupca nie zatrzymają tego procesu. W pigułce głównym ciosem stały się utrata kultury osobistej czy pozytywnych bodźców sytuacyjnych. Przykłady padały jak z rękawa. O niektórych pisać nie wypada, a wspomnieć można chociażby fakty gorzkich żali listonoszy nie otrzymujących przysłowiowej złotówki za doniesienie paczki czy przekazu pieniężnego, siedzenia w tramwajach na miejscach kwiatu młodzieży podczas kiedy obok stoją niedołężni czy kobiety w ciąży. Dość tego,wnoszono na wokandę sytuacje kiedy rzemieślnicy czy też odwiedzający nas goście świadczący usługi w lokalach prywatnych nie mają zaproponowanej szklanki herbaty. To wszystko wydało mi się tak obce, a jednak niestety prawdziwe. Sam doświadczyłem nieraz suchości gardła w niejednym domu, a widok najmłodszego pokolenia, szkolonego przez kretyńskie media, kilka razy dałby zamknąć się w określeniu narybek "polszewickiej" bandy. Kto jest temu winien, że żyjemy w kraju cudownych metafor? Przecież nie sposób uwierzyć, że procesu degradacji stosunków obyczajowych nie można było lepiej opanować. Dodając swoje trzy grosze wspomniałem o widowni żrącej i siorbiocej ukochaną colę w kinie czy teatrze. Nie można jednak powiedzieć, że wszyscy sparszywieliśmy, skoro stać przypadkowych ludzi na taką szczerą rozmowę w sklepiku. Nie zgodzę się jednak ze słowami piosenki, że za cudowne metafory, nie przyjdzie zapłacić nam, gdyż wystawiając nam rachunek, dawno nie będzie nas. Zapłata za przebywanie wśród rozmaitych kreatur mieniących się ludzkim mianem, winna podlegać wysokiemu odszkodowaniu.
Chciałoby się...
Cud niepamięci czyli demakijaż życiowej sinusoidy.
Cud niepamięci czyli demakijaż życiowej sinusoidy.
"Gdy wszystko idzie źle i nie masz dokąd pójść, przyjaciół tłum rozproszył się, wydaje Ci się, że tak pozostanie już..." Staszek Soyka potrafi napisać teksty piosenek, o których nie sposób zapomnieć. Oczywiście jak każdy artysta ma także mniej udane pozycje. Jego twórczość podobnie jak losy każdego z nas jest jeno sinusoidą. Nie wiem w jakim punkcie życia znajduje się każdy z Was. Nie sposób, abym odczytywał przejrzyście doświadczenia przez, które przeszliście. Przecież przede wszystkim każdy z nas ma problem z samym sobą, a nawet jeśli zakładacie, że tak nie jest, przemyślcie dokładnie i chociaż subtelnie uśmiechnijcie się. Ale któż bez wad...
W ostatnich latach życie mocno skomplikowało się. Jednym z nadmiaru doświadczeń, drugim z nieumyślnego zastoju, a jeszcze innym nie przyszło tego stanu doświadczyć i ćwiczą godzinami po pracy kciuki na ukochanym pilocie telezniewalacza. Jakże nie sposób, nie zgodzić się z tezą, że najszczęśliwsi na świecie są prawdziwi głupcy i wierni widzowie niemęczących zmysły stacji telewizyjnych. Jakież to cudowne potrafić wyłączyć myślenie, na tyle skutecznie, że kierat w pracy przypomina takim szczęściarzom jedynie męczący maraton rowerowy, a własny czy bliźniego kredyt mieszkaniowy jest comiesięczną powinnością zapłaty fundacji decydentów "Urządźmy wieczne wakacje nieznanym rodakom". Przyjemnie przeżywać jest własne lub bliskich szczęście. Dlatego nie reagujmy z dezaprobatą na radość sąsiada, że kupił sobie grilla i zaprasza na poczęstunek dwunożnych. Kto to wie, kiedy jego sinusoida zbliży się do granicznego punktu jak piłka tocząca się ku własnej linii bramkowej. Jeszcze chwila, a w toku nieprzyjaznych wydarzeń, receptory zanotują jakieś niemiłe doznanie. Tak. Piłka wtacza się do siatki. Jeszcze w to nie sposób uwierzyć,ale właśnie tak się stało. Leżąc na kanapie zbieramy myśli niczym bezradny bramkarz na murawie. W głowie cisza,a w sercu kołatanie. Patrzą na nas bliscy, nasi kibice, którym nie możemy sprawić zawodu. Musimy podnieść się i spojrzeć na nieprzyjemną sytuację jaka nas doświadczyła. Zupełnie jak ten zawodnik z numerem 1, trzeba sięgnąć po futbolówkę do siatki i otrząsnąć się,aby dalej trwać na straży bezpieczeństwa siebie i własnego zespołu. Wiem, że życie i przeróżne przykrości łatwiej znosi się w grupie. Dlatego chrońmy nasze ostoje od nas samych, kiedy wydaje się nam, że świat się zawalił. Wcale tak nie musi być. Tylko śmierć ostatecznie zniesie nas z tego boiska. Gorzej jeżeli nie ma się na kim oprzeć,aby stanąć stabilnie w pionie. Jednak niezmiennie skłaniam się ku teorii, że choć szachem perskim nie można być z niczego, to jednak nie musimy stawać się uciążliwymi typkami. W nieszczęściu każdemu ma prawo siąść psychika przypominając zarżnięty po awarii samochód. Życie jest sinusoidą. Zmienną windującą ku wzlotom i upadkom. Jeżeli ktoś nie doświadczył podobnych radości i męczarni, to nie jest gotów, aby odbierać w sposób normalny życie własne i innych. Zatkajmy takim cwaniakom i niedojrzałym usta, zanim ich głupota, nie wprawi w ruch ostrych słów jak wilcze kły. Nie jest prosto zmierzyć się z porażkami kiedy nie ma przy nas najbliższych z przeszłości, kiedy rodzina stanowi sztuczną dekorację na weselu czy imieninach, a sąsiedzi są tylko majaczącymi złowrogo fizjonomiami. Jednak jeśli macie w swoich światach właśnie takie konfiguracje nie sposób jednoznacznie winić Was. Może nieszczęśliwie właśnie tak potoczył się Wasz mecz, że na tablicy świetlnej wynik brzmi 0:3. Cóż, nic dodać, nic ująć. Bezczynnie leżąc lub pociągając za flaszkę nie polepszymy stosunku cyfr. Zdarza się, że w pojedynkę,czasami w parach,a kiedy indziej odbudowa własnej psychiki i sytuacji życiowej opiera się bez udziału wielu,wydawać mogłoby się, wielkich nieobecnych. Tak naprawdę nie są to żadni ważni w tym momencie ludzie. Przyjaciele czy biologiczni w linii okazując się jedynie nimi z nazwy, dezaktualizując swój godny status. Dlaczego zatem więc większość z nas, wspomina ich z żalem? Odpuśćmy sobie i nie obrażając się odbudowujmy wynik, na który czekają nasi kibice. Jeżeli wydaje się Tobie, że jesteś zupełnie osamotniony w swoim trwaniu, to wiedz, że grasz na pewno na odległym wyjeździe,a Twoja widownia oczekuje pięknej odmiany gdzieś przed metaforycznymi radioodbiornikami i szklanymi pudłami Twojego niezgłębionego miasta. Pragnąłbym, aby każdy w chwili osobistych klęsk głęboko wierzył w siebie i moc sprawczą zmian jaka z czasem sprawi odmianę na lepsze. Kiedy widzimy z boku toczącą się radosną idyllę, nie krytykujmy jej, przecież i ona skończy się. Puenta jest taka, cieszmy się z tymi i tym co mamy. Jeżeli przyjdzie świętować będzie zawsze z kim. Zwycięstwo bowiem ma wielu ojców. Jeżeli nadejdzie czas trwogi i wyniszczenia, wierzmy, że chociaż cześć z tych co z nami świętują,otrze nasz pot i łzy w znoju. Porażki mają bowiem ojców niewielu. Ponadto, należy starać się pamiętać o zmienności życia, aby mieć rozum na karku. Wszystko w temacie, pięknego hymnu Staszka Soyki.
Czas przypływu czyli demakijaż świadomości mocy obdarowania wartościami słuchaczy.
Czas przypływu czyli demakijaż świadomości mocy obdarowania wartościami słuchaczy.
"Z oddali jak mgła czas przypływa. Czas co stracił swą moc i dawno się zatrzymał. Zabierz mnie, zabierz mnie tam,gdzie wszystko dojrzewa w ogrodzie ze snu...". Dlaczego niektóre piosenki uderzają w nasze niewidoczne membrany dusz z taką siłą, że mózg nie nadąża przesuwać przed oczami slajdów przeszłości kojących umysł i kaleczących wrażliwe melancholijne serca. Edyta Bartosiewicz stworzyła tak wiele doskonałych utworów, że nie sposób zliczyć iluż rodaków, szczególnie w średnim wieku tęskni latami za pojawieniem się niepokornej artystki ponownie na scenie. Coś w tym jest, że zodiak prawdę Ci powie. Edyta wielokrotnie odwołuje się w słowach do cech pojętych jedynie osobom objętych wpływom Saturna. Siermiężny ma umysł ten, który zakładał, że błaganiem wyciągnie z prywatnego azylu wprost do studia nagraniowego tę Panią. Wierną wspomnieniom publiczność z działalnością studyjno - estradową E.B. czekają jak widać kolejne radości. Gdzieś w tle coraz częściej rozbrzmiewa ten intelekt artystyczny. Co takiego pięknego tkwi w dawaniu radości bliźnim?Coraz częściej dojrzewam do myśli, że wspomnienia,jakie z nimi będą wiązane po latach,czasem miesiącach,niekiedy i tygodniach.Wszystko zależy od tego jak mocną wartość stanowić będą dla obdarowanych. Proszę nie łączyć moich przemyśleń wyłącznie z tym co ostatnio na czasie w wielu kręgach stanowi swoistą religię, której podstawową zasadą jest, że tylko wartość materialna jest czymś wartościowym. Od tej galopującej degeneracji międzyludzkich relacji podnosi się nadmiar powstałej wskutek tejże niestrawności palącej żółci. Odchodząc z niesmakiem od stołów zawalonych marketowymi bublami, przy nie milknących głosach akceptacji popędu zachwaszczania swoich wartości kolejnymi przedmiotami powracam do sedna moich uczuć. Wielu artystów przelewając na papier słowa tworzących się piosenek wplata między nuty rozbrzmiewających instrumentów własne wspomnienia, definicje teraźniejszości czy chociażby wizje przyszłości. Niewątpliwie jednak, najbardziej niesamowite jest to co mogą wytworzyć w życiu każdego słuchacza piosenki, nieświadomego do końca cóż czyni muzyka. Dźwięki zostają nagrywane z różnych powodów. Przeważnie,jak i wszystko inne, zasadza się na wizji mieszka srebrników. Dojechałem właśnie do skrzyżowania dysputy, skąd mogę podążyć w różnych kierunkach, by jadąc kluczem wiolinowym po drogach czarnych winylii spotkać różne osobowości artystyczne. Nie wdaję się w tym momencie w krytykę szerzących się muzycznych popłuczyn, nie dających większych wrażeń niż ruchy stawów kończyn i miednicy spoconemu wygibasami, stałemu towarzychu tandetnych tancbud. Bez zastanowienia każdy świadomy odbiorca wskazać może przynajmniej kilkunastu artystów, którzy wywołują w nim piękne wspomnienia. Czy Ci muzycy mogą zdawać sobie sprawę, że współtworząc ze swoimi zespołami kolejne albumy stają się inżynierami dusz milionów na świecie odbiorców? Moc jaką mają muzycy jest tak olbrzymia, że myśli kładą się niczym kolejne bale układanego drewna w nieokiełzanym tartaku. Zapach wspomnień "Czasu przypływu" jest tak mocny, że słuchając go, każdy z nas może usiąść w wehikule czasu obok Edyty,aby przenieść się w jej świat.To celowe zamierzenie artystki, dzielić się sobą ze słuchaczami.Jakże jednak indywidualnie wymowne jest to co zaczyna się tworzyć w każdym ze słuchaczy. Wielu z nich sama zaczyna powracać do własnych początków odtwarzając te lepsze i charakterystyczne dla prywatnej historii wydarzenia. Moc obdarowania poprzez dźwięki autorefleksjami słuchaczy powstałymi na bazie wspomnień artysty jest czymś niewymownie pięknym. Ta muzyczna politechnika tworzy dodatkowe wrażenia tworząc kolejne wehikuły czasu, w których zasiadamy. Czas mija, a do doskonałych albumów powracamy z przyjemnością i nostalgią.Tu pragnę zwrócić uwagę na niezamierzony fakt, kreacji w nas dodatkowego bodźca wspomnień. Zaczyna się etap powrotów do czasu kiedy i w jakich okolicznościach trafiła do naszych rąk płyta. Uświadamiając sobie,że minęły kolejne lata,być może przywołując słodki ból międzyludzkich uniesień.Znów wirują wspomnienia,wynikające już nie tylko z interpretacji słów,ale w parze z żalem przemijania,na który nie mamy przecież wpływu. Piękne, że istnieją na świecie ludzie, którzy tworzą prawdziwą muzykę. Czy jednak ktoś przewidział dla nich nagrodę za najlepszych inżynierów umysłów i dusz? Wystarczy kilka minut,aby przenieść się w rok wydania albumu czy chwilę kiedy przeżywało się przy śpiewie i grze artysty wielkie uniesienia. Dziękuję Szanowni Muzycy Wam za To.
Nostradamus Republiki czyli demakijaż chęci do pewnej niewiedzy dojrzałych umysłów.
Nostradamus Republiki czyli demakijaż chęci do pewnej niewiedzy dojrzałych umysłów.
"...Tego dnia śniadania nikt z nas nie skończy. Tego dnia nie będzie już słowa jutro. Tego dnia zegarki odmierzą równo apokalipsy czas. Tego dnia znów pokochamy nasze żony. Tego dnia znów odnajdziemy swe kościoły..." Za każdym razem kiedy zbliżają się Wigilia i Święta przeszywa mnie gorycz straty Obywatela G.C. Wspomnienia, kiedy dowiedziałem się o Jego śmierci, wgryzają się we mnie jak kwas molekularny, zostawiając uczucie bólu i niekończącego się niedowierzania. Bywają dni, że zupełnie nie przyjmuję do wiadomości, że Grzegorz odszedł. Jestem jednym z tysięcy fanów osobowości nieboszczyka. Skąd zatem przychodzi mi do głowy chęć wylania z siebie chwalebnego inkaustu. Polska scena muzyczna straciła niejednego wartościowego artystę, który zapisał się w niej złotymi dźwiękami słów i instrumentariów. W przypadku Grześka jednak bardzo wymowne stały się okoliczności i czas kiedy utonął w odmętach śmierci.
Jest listopadowy wieczór, równo dekadę temu, kiedy pojawiam się na imieninach ulicy Św. Marcin. Marznąca jesień, przypomina lodowatym wiatrem i blaskiem gwiazd w pełni księżyca, raczej swoją zbliżającą się siostrę zimę. Przeżywałem uniesienia radością występu zespołu Republika, na który przyszedłem za namową pewnej damy, która zdobyła kilka lat później w dobie innej zimy, medal niebytu w moim życiu. Szalony koncert przy ogłuszającym aplauzie wielkopolskiej publiki przeszedł do historii ze względu na jego czas i styl w jakim zaprezentowała się grupa. Republika nie oszczędzała się, produkując dla świadków ich gry, tyle muzyki i żywotności, że trudno szukać takiego skupiska radosnych atomów podczas innego dnia w roku, który mogą pamiętać mury zamku i okolicznych kamienic. Szczególnie w pamięć zapadł wigor Grzegorza z jakim udzielał się śpiewając i rozmawiając z publicznością pomiędzy utworami, zachęcając do udziału w zabawie i pozostaniu na mrozie. Ostatnie utwory zagrane zostały w sposób pełnej innowacji przy udziale bębnów. Afryka w Poznaniu tego jeszcze nie było. Koncert jaki zapada w pamięć na długie lata, choć przecież wiadome fanom było, że ekipa nie będzie oszczędzać się i podczas takiej specyficznej imprezy. Migają mi przed oczyma fragmentarycznie zapamiętane obrazy żywego Lidera nieoszczędzającego swoich dłoni, uderzając radośnie i bez opamiętania w bębny z Czarnego Lądu. Koncert się skończył po dobrej półtora godzinie,bo nikt nie zamierzał zalać się ot tak od razu z powracającymi z Bułgarskiej kibicami, słysząc informacje, że drugoligowy wówczas Kolejorz przegrał właśnie mecz w Pucharze Polski z bardzo dobrze grającą w ekstraklasie Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski. Pamiętam nawet wynik. Poznaniacy popłynęli z starciu z kolegami zza miedzy 0:2 odpadając w 1/8 lub ćwierćfinale ówczesnych rozgrywek. Inwazja Tczewian na Poznań trwała na dobre i pewnie gdyby nie zmęczenie wszystkich dobrą zabawą pomarzlibyśmy jeszcze dłużej. Występ na scenie zamkowej przeszedł do historii i wiodąc rozmowy z towarzyszącą mi równie jak ja podekscytowaną słuchaczką Republiki, postanowiliśmy, że uczcimy w nieistniejącym już dzisiaj pubie "Pod Koroną" udany wieczór kilkoma kufelkami lanego z kija za 6zł, rzadkiego wówczas, holenderskiego Heinekena. W świetle smaku gorzko-ziołowych pokali postanowiliśmy, że jak tylko przyjedzie Republika do Poznania to na pewno ponownie nie opuścimy ich koncertu. Pięć tygodni później okazało się jednak, że to nie ja opuściłem Grzegorza, lecz to on zostawił wszystkich. Rodzinę, najbliższych, długoletnich fanów i zagubioną w chaosie postbuzkowym Polskę. Grzesiek gdziekolwiek jesteś, nie pytaj o Polskę jak w piosence, szczególnie tę dzisiejszą, bo wówczas zmierzaliśmy na Zachód,a dzisiaj donikąd. W nikłym stopniu znajda się i tacy, co nieśmiało pomyślą,że gdzieś tam u Ciebie, możliwe, iż bardziej zrozumiałe są warunki życia i relacje międzyludzkie. Zastawiając na boku jednak egzystencjalne dywagacje, powracam do dnia kiedy osłupiałem, nie wierząc w to co słyszę. Marek Niedźwiecki na antenie Trójki uderza Polskę wprost w splot słoneczny. 44 lata, 44! Przecież miesiąc temu,byłem na ich koncercie. Do jasnej cholery, kolejny człowiek,następny artysta. Nie dowierzam i nie chcę.Biegnąc jak oszalały do jadalni z kwadratowego pudła słyszę to samo. Przed samymi Świętami, gdzie jest Stwórca się pytam. Do dzisiaj nawiasem, zadaję sobie to pytanie i pośród tej tragedii i wszystkich innych o jakich wiem oraz tych, które nie stają się częścią mojego życia, nie mam wątpliwości, że jesteśmy mali, maluczcy i bezradni. Wszelkie zaś klepidupy nie wmówią mi, że to jest sprawiedliwe, aby w ten sposób zabierać ludzi wartościowych, do niby to lepszego wymiaru. Pogodzić się nie mogę do dzisiaj, że zniknął ze sceny ktoś tak charyzmatyczny. Pamiętacie doskonale Ewę Omernik. Drogowskaz wschodzącej Justyny Steczkowskiej. Jakież to były dwa albumy. Bomby witaminowej kobiecości zaklętej w produkcji artystycznej Grześka C., który jawi się publice jako Ewa O. Nie ma Grzegorza i dokąd zaprowadził los jego ówczesną podopieczną...Mnie osobiście już wiadomo jaką brunetkę z Podkarpacia szanowałem, a jaką ufarbowaną kiczem TVN, bez żadnych emocji mogę wysłuchać w zupełnie odmiennej szacie po latach.
Pewnikiem oczekiwałem czegoś na dniach, co będzie poświęcone pamięci zmarłego Lidera Republiki. Okazało się jednak, że szczególnie warto zwrócić uwagę na zespół Popkultura, którego związek z wizją artystyczną Republiki i Grześka jest bardzo namacalny. Ponownie, nie zawiodłem się na Trójce, gdzie w najbliższą niedzielę, wieczorową porą,odbędzie się w studiu im. Agnieszki Osieckiej koncert poświęcony Obywatelowi G.C.. Nikt chyba nie wmówi wieloletnim słuchaczom Grześka i tej właśnie,a nie innej radiowej fali, że lepszy będzie w ten wieczór, kolejny żenujący programik telewizyjny z cyklu "kręcidup z gwiazdami". Jakież to są gwiazdy! Znane tylko z tego, że są znane. Telewizja zeszła nie obrażając czworonogów zupełnie na psy, kreując za olbrzymią kasę takie osóbki na osoby medialne. Grzegorz Ciechowski broni się sam, spoczywając przedwcześnie w swojej mogile od niemal równo dekady. Niepotrzebne mu są pustogłowe manekiny pełniące role dziennikarskie na usługach zakulisowych bonzów z kabzą,aby obronić się złożonością swojej twórczości. Jak wciąż wielka i bliska jest to strata świadczy między innymi cykl koncertów Katarzyny Kowalskiej, która odważyła się podróżować po kraju, aby swoim głosem przypominać twórczość Grześka. Jakkolwiekby nie było dzisiaj ja, zwykły Polak, piszę,aby przypomnieć Wam Kogoś, kto jak rozsądny każdy człowiek, nie chciał znać tych wszystkich dat, o których śpiewał do nas w piosence "Nostradamus" z albumu "Siódma Pieczęć". Piosenka powstała na kilka lat przed odejściem artysty w związku z czym nie sposób, aby doszukiwać się wizjonerstwa autora o własnej śmierci. Nikt zdrowy na umyśle jednak nie może nie zgodzić się z przesłaniem, że "...Ja nie chcę znać tych twoich dat. Dat twoich nie chcę, naprawdę, nie chcę znać.." Grzesiek, dziękuję za dwadzieścia lat muzyki towarzyszącej mi od dzieciństwa.Spoczywaj w spokoju.
Człowieku co się z Tobą dzieje czyli demakijaż niebezpieczeństwa chodzenia po drogach znanych i nieznanych
Człowieku co się z Tobą dzieje czyli demakijaż niebezpieczeństwa chodzenia po drogach znanych i nieznanych.
"...Kiedyś przez drogę przebiegł mi dziki płowy kot. Wtedy to właśnie zrozumiałem, że wielką szansę mam. Szansę na własną drogę, na to by sobą być...". W Trójce dzisiaj wspominają 10 rocznicę śmierci Głosu Pokolenia, wielkiego artystę Grzegorza Ciechowskiego. Fakt, że piszę kolejny raz o Tym wybitnym człowieku świadczy jak wielki wywarł na mnie wpływ i co zawdzięczam jego twórczości. Postanowiłem dzisiaj jednak zupełnie przewrotnie odwiedzić mogiłę w pamięci, innego, przedwcześnie zmarłego muzyka. Ryszard Riedel to według zebranych przeze mnie przez wiele lat informacji typ charakterologicznie zupełnie inny niż Grzegorz Ciechowski. Odmienna twórczość Wielkich Nieobecnych,a także sposób bycia artystą i człowiekiem nie sprawia jednak, że nie można nie podjąć próby zrozumienia ich diametralnie różnego przekazu. Nie wiem czy Panowie C. i R. poznali się kiedykolwiek. Ryszard Riedel stał się nawet bohaterem filmu "Skazany na bluesa", którego postać zagrał Tomasz Kot. Czy doczekamy się filmu o Grzegorzu Ciechowskim? Nie wiem.Zespół Dżem z okresu Richarda zapisał się tak jak osiągnięcia Republiki wybitnie w świadomości milionów Polaków. Myślę, że był to swoisty fenomen, co stworzyły polskie zespoły w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Późniejsze osiągnięcia są także ważne,ale pamiętać należy o realiach w jakich musiały działać zespoły mając z garażu czy ze studio, w których odbywały się próby, widok na systemowy szyld ul."Mundurowa". Dżem nagrał wiele doskonałych albumów. Do dzisiaj nie potrafię jednoznacznie powiedzieć sobie i światu, który jest moim ulubionym. Nie silę się nawet na to. Wybór na dzisiejszą dywagację padł zupełnie z przypadku, na demakijaż nagłych uczuć lub kuszących pomysłów, jaki w życiu może pojawić się wraz z pojawieniem się interesującego człowieka-kota. Takie istoty potrafią wyprowadzić niejednego na przyjemne lub katastrofalne odmienne stany świadomości"...Człowieku co się z Tobą dzieje zastanów się..." Rzecz w tym, że akurat w początkowej fazie fascynacji mało kogo nawiedza zdrowy rozsądek. Spotykasz, wyczuwasz,przyswajasz i w głowie rodzi się totalny zgiełk.Nie sposób oceniać innych posunięcia i jeśli przyjdzie komu piętnować kogoś za nagłą i nieoczekiwaną demolkę własnej prywatnej sfery, to powiem - życia Pani/Pan nie znasz. Nieproste co oczywiste wydawać się może. Wystarczy jedna iskierka, aby stanąć w płomieniach. Co wtedy? Właśnie. Tu zazwyczaj pojawia się problem, dokąd podążyć. Iść za tym kotem?, który właśnie zgrabnie przeszedł pod płotem i wcisnął się zgrabnie w mroki ogrodu tajemnic. Ulica prosta oświetlona, na jej codziennym chodniku przechadzasz się po znanych, spowszedniałych,ale jakże bezpiecznych nawierzchniach. W świetle lamp dostrzegasz te same kształty i obrazy, a smak iście łagodny i znajomy mają serwowane potrawy. Zdaje się, że dosłownie wszystko ma swoje miejsce, a w nim nawet my osiągamy pozycję nietykalną. Czy czasem nie jest to jednak zwykłe złudzenie?Może któregoś dnia zdarzyć się i tak,że pewna dla nas ostoja-okolica zwinie swój zarys i sama podąży za innym kotem. Kiedy już więc stanie na Twojej drodze kociak pomyśl co masz do stracenia, a jeśli nie dajesz głowy, że ulica i cały Twój świat, w którym dotychczas żyjesz,jest bliski Tobie i Twoim oczekiwaniom, rozważ czy właśnie tego chcesz. Słyszałem całkiem niedawno od bliskiej mi przyjaciółki-dobrodziejki mądrą kwestię - "Dziecko masz jedno życie więc się w nim nie męcz". Jakże mnie olśniło. W takiej sytuacji to prawda,że jesteśmy jak dzieci. Bezbronni,naiwni i narażeni na duże zmiany. Nikt z nas nie wie czy metamorfoza będzie lepsza niż dotychczasowa bryła w jakiej zamyka się nasze obejście. Mamy jedno życie. Czy warto męczyć się w nim? Nie! Jednak nie oznacza to, że mamy na ślepo odmienić swój żywot lub ze strachu przed niewiadomą odrzucić okazję zmiany. Nie urodził się jeszcze taki, który wie co czeka go w podróży przez ciemny ogród stąpając w cieniu podniesionego ogona kotka. Kto nie doświadczył złożoności tej sytuacji, może powiedzieć, że przeszedł przez swój żywot niczym statyczny posąg, ustawiony raz na zawsze pośród stałych jak kamienice na placu sytuacji. Największy sukces odnosi ten, kto sam bez uszczerbków na własnej psychice podąża rozsądnie w zgodzie z wolą umysłu i serca. "...Żona wnet przeraziła się,gdy powiedziałem jej, że nigdy już nie pójdę z nią..." Na takie deklaracje trzeba poczekać, a jakże czekać skoro kot już poszedł, powraca wprawdzie lecz znienacka, by znowu owinąć się wokół nóg,zostawić swój dotyk i zapach. Nie sposób okiełzać naturalną dzikość i interesowną namiętność. Pragnienie wzmaga irracjonalizm,a deklaracje mogłyby pogrążyć nie tylko nas, lecz przy okazji wszystkich, dla których jesteśmy ważni,stanowiąc istotny element fundamentu poznawczego świata,na bazie którego opiera się bezpieczna wizja realności.Jakiś głos wewnętrzny odezwać się może - "A zasady,hej co z nimi?". To czysto indywidualny wymiar dotychczasowych relacji na podstawie,których dąży się do samorealizacji.Jeśli więc kodeks jest oczywisty i pozytywny, może lepiej niczego nikomu nie deklarować. Nacisnąć reset i uśmiechnąć się. Kiedy jednak nieznane stanowić ma o doświadczeniu czegoś nie gorszego, to sprawę decyzji powinniśmy zostawić każdemu do wyboru. Zupełnie jak w treści ostatniej zwrotki "...Ale ja już byłem tam, skąd tylko dziki kot. Właśnie ten co drogę zabiegł mi. Moją szansą był. Właśnie ten..." Czasem jednak życie można przełożyć na piosenki, jednak nie komplementarnie. Odkryłem to wiele lat temu. A jak to było i jest z Wami?
Podróż do ciepłych krajów czyli demakijaż bezsennych nocy i sennych dni.
Podróż do ciepłych krajów czyli demakijaż bezsennych nocy i sennych dni.
"Przeczuwam,że daleko stąd na plaży właśnie leży ktoś. Ocean cicho szumi mu i łasi się do jego stóp..." - Podróż do ciepłych krajów, drugi utwór,drugiego albumu Obywatela G.C. o nazwie "Tak!Tak!" wydanego ponad 23 lata temu. Ponownie twórczość Grzegorza, wpływa na moją potrzebę uchwycenia chwili, treścią kilku niewielu znaczących tego przedpołudnia zdań. Dobiega kres tegorocznego Sagittariusa. Kto miał przybyć na ten świat wyłonił się zza oczekiwań bądź rozczarowań jego twórców. Do szarych okien i drzwi powoli nadciąga chłód Saturna. Co najdziwniejsze tego roku przychodzi mi do głowy akurat Kazik "...kolejna zima,a śniegu ni ma,ja tego nie mogę wytrzymać..."Co tam śnieg i co tam zima. Większość z nas bezgłośnie w pokorze i rozczarowaniu śpiewa "...kolejne Święta i siana ni ma...". Zapewne znajdzie się za to siano w kościelnych żłobkach podtrzymując piękne tradycje chrześcijańskiego świata, a że przy okazji kler nabije sobie wiklinowe tace sianem o twarzach książąt i królów Polski w wydaniu N.B.P. to jak zwykle inna sprawa. Tak długo inna,dopóki ktoś nie przypomni sobie o fakcie cichej budowy państwa biało-czarnego w kraju biało-czerwonym. Poza blaskiem neonów choinek na myśl przychodzą całoroczne podsumowania zjadającego swój ogon kończącego się roku. Tak, tak. Inaczej znów nie będzie w wielu domach, gdzie spotkają się bardziej lub mniej szczęśliwe rodziny. Nie upraszczam spraw tak złożonych, że aby je dokładnie opisać, nie wystarczy miejsca nawet w 51 tomach o nazwie "encyklopedia żywotu człowieka polskiego w dobie przemian po roku 1989". Dlaczego 51? Jeśli przyszło Wam na myśl, że tym razem słyszę idącego cmentarzem wokalistę TSA, to myli się. Dokładnie tyle tomów encyklopedii radzieckiej wydano bowiem w państwie sowieckim, chcąc nadać nowej barwy ówczesnej szarości. Dzisiejszej społecznej doliny nie sposób zamknąć w tyluż ponumerowanych książkach. Zdarzy się wkrótce wiele dobrego. Niestety jak zawsze na krótką metę. Media będą prześcigać się w wyścigu na lepsze przemowy. Z okien telewizorów wydobywać będą się orędzia bardziej ludzkich niż zazwyczaj ważnych ludzi. Ryżowłosy prime orator opowie rodakom bajkę o sile i potędze kraju nad Wisłą. Niestety ludzie wierzą, ponieważ mają do tego w większości tendencje. Łykną tę setkę z Donaldem, jak niemal wszystko co im ktokolwiek medialny podrzuci, oprócz prawdy. Nie czarujmy się chcemy w coś wierzyć. Każdy z nas chce poczuć, że teraźniejszość jest lepsza niż zarejestrują ją nasze prawdziwe zmysły. Wielu jednak obywateli publicznych i tych zwyczajnie zamożnych ich nie ma. Wycięto je niejednokrotnie wraz z ich przeszłością, w której pięli się po drabinie społecznej, aby zamiast obiecanego ogółowi przy śmierci ludowej ojczyzny socjaliberalizmu dobić do portów rozpustnej degeneracji. Tak się akurat złożyło, że miałem wątpliwą przyjemność przechodzić wczoraj w godzinach wieczornych alejami nowego przylądka kultu Poznaniaków Starego Browaru. Zawalone po brzegi towarami i ich odbiorcami szklano-metalowe bryły kramików, trzęsły mną jak delirium rozchorowanego alkoholika. Wielki wyścig, aby zdążyć na czas zapchać swoje szafy pudłami, o których za kilka dni nie będzie się częstokroć rozpamiętywać. Jedyny plus postbrowarnego przybytku to ciepło grzejników, na zewnątrz bowiem temperatura bliska zeru może wywołać i u zdrowych umysłów na zły początek ból gardła. Lekarstwa kosztują krocie, a byt określa świadomość, zatem uchroniwszy swe ciało od wirusa, podałem sobie zastrzyk wrażeń jakim są niewątpliwie obserwacje pochodów galerianów. Ach cóż za krok, ten pęd i to obycie. Każdy z nich doskonale zna dziesiątki miejsc, o których istnieniu wielu bliskich mi mentalnie nie ma pojęcia. Rzesze zorientowanych na kolorowe szyldy "Ratusza Konsumpcji" kontra ciemne ulicy Wildy i Łazarza, którymi przejeżdżałem po trzech godzinach powracając z pewnego spotkania.Wiem, po której stronie zawsze stała moja osobowość bez względu na fakt czy portfel był ,średniej zasobności, chudy czy kiedy wskutek zawirowań życiowych dezaktualizowała się jego podstawowa rola.Nie inaczej i wczoraj spojrzałem na przedświąteczną aurę złotych lad i jej nemezis widoku wielobarwnych stor brudnych okien w mieszkaniach. Bogactwo jest piękne, lecz szczególnie cieszyć może wrażliwe dusze, kiedy jego dobrodziejstwo dotyka całe społeczeństwo. Wiadome jednak, że jest to tylko i niestety, podkreślę to, tylko romantyczna utopia. Niemniej jeżeli nie można doprowadzić do zupełnej równości marzy mi się podjęcie działań interwencyjnych ze strony ludzi czynu zmierzających do wyrównywania znaczących dysproporcji. Fakt, że zbiera mi się coraz częściej na bardzo głębokie przemyślenia wynika ze stanu ciągłej mdłości po menu, którym chcąc nie chcę, muszę się zażerać."...Przeczuwam inny świat, gdy czuwam, kiedy nie mogę spać. Za oknem pada śnieg, nie szkodzi, ważne że chociaż wiem...". Noce bliźnich, podobnie jak moje, stały się niepokojące i męcząco bezsenne, dni zaś senne i często bez wyrazu. To wszystko wysoki rachunek tych czasów. I choć wprawdzie po ulicach nie chodzą okupanci ze szpaginami, to jednak ktoś zgotował nam tak podłą surówkę z miksu stresu i pogardy do ludzkiej jednostki, że ta lepi się wisząc jak włosie anielskie na choinkach. Zmory pełnej obojętności pukają nocą do snów, wybudzając z nich nawet najbardziej pracowitych, zmarnowanych znojem rodaków. Przecież jest gdzieś inny świat, miejmy nadzieję, że lepszy, choć nie odzierając nikogo z wiary, wszędzie dobrze tam gdzie nas nie ma. Do tego przychodzi kolejny kac. Wiedza i wyobraźnia skopanej inteligencji o pięknie niebieskiej planety. Podróżujemy coraz częściej tak mówią zewsząd statystyki. Czym jednak może być statystyka, a czym osobiste odczucia i przeżycia Polaków wystarczy porozmawiać z nimi, gdzie i kiedy byli. Trudno wyobrazić to sobie, ale szczególnie dużą grupę marzycieli bez pieniężnego pokrycia stanowią ludzie młodzi obciążeni kredytami lub wegetującymi na marginesie zarobkowej statystycznej średniej krajowej.Jakiś czas temu wróciwszy do ojczyzny usłyszałem z ust pewnej kobiety, jak się zaraz okaże, niewysokich lotów intelektualnych "Widzisz Miszka,wróciłeś do Polski i po co ty się tych języków uczysz i tak roboty nie ma"... Odpowiedziałem - dlatego, powtarzając to słowo dwukrotnie. Puenta nasuwa się sama, delikatniej nie można było się odciąć i dać pstryczka w nosek, bez wdawania się w zbędne dyskusje.Trzeba mieć przecież świadomość otaczającego nas świata w każdym kontekście więc "...ważne,że chociaż wiem..." Podróż do ciepłych krajów i to niejedna głęboko wierzę, są jeszcze przede mną,"...Kawalerze w każdej chwili możesz tu być..."
Subskrybuj:
Posty (Atom)