niedziela, 25 grudnia 2011

Człowieku co się z Tobą dzieje czyli demakijaż niebezpieczeństwa chodzenia po drogach znanych i nieznanych


Człowieku co się z Tobą dzieje czyli demakijaż niebezpieczeństwa chodzenia po drogach znanych i nieznanych.

"...Kiedyś przez drogę przebiegł mi dziki płowy kot. Wtedy to właśnie zrozumiałem, że wielką szansę mam. Szansę na własną drogę, na to by sobą być...". W Trójce dzisiaj wspominają 10 rocznicę śmierci Głosu Pokolenia, wielkiego artystę Grzegorza Ciechowskiego. Fakt, że piszę kolejny raz o Tym wybitnym człowieku świadczy jak wielki wywarł na mnie wpływ i co zawdzięczam jego twórczości. Postanowiłem dzisiaj jednak zupełnie przewrotnie odwiedzić mogiłę w pamięci, innego, przedwcześnie zmarłego muzyka. Ryszard Riedel to według zebranych przeze mnie przez wiele lat informacji typ charakterologicznie zupełnie inny niż Grzegorz Ciechowski. Odmienna twórczość Wielkich Nieobecnych,a także sposób bycia artystą i człowiekiem nie sprawia jednak, że nie można nie podjąć próby zrozumienia ich diametralnie różnego przekazu. Nie wiem czy Panowie C. i R. poznali się kiedykolwiek. Ryszard Riedel stał się nawet bohaterem filmu "Skazany na bluesa", którego postać zagrał Tomasz Kot. Czy doczekamy się filmu o Grzegorzu Ciechowskim? Nie wiem.
Zespół Dżem z okresu Richarda zapisał się tak jak osiągnięcia Republiki wybitnie w świadomości milionów Polaków. Myślę, że był to swoisty fenomen, co stworzyły polskie zespoły w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Późniejsze osiągnięcia są także ważne,ale pamiętać należy o realiach w jakich musiały działać zespoły mając z garażu czy ze studio, w których odbywały się próby, widok na systemowy szyld ul."Mundurowa". Dżem nagrał wiele doskonałych albumów. Do dzisiaj nie potrafię jednoznacznie powiedzieć sobie i światu, który jest moim ulubionym. Nie silę się nawet na to. Wybór na dzisiejszą dywagację padł zupełnie z przypadku, na demakijaż nagłych uczuć lub kuszących pomysłów, jaki w życiu może pojawić się wraz z pojawieniem się interesującego człowieka-kota. Takie istoty potrafią wyprowadzić niejednego na przyjemne lub katastrofalne odmienne stany świadomości"...Człowieku co się z Tobą dzieje zastanów się..." Rzecz w tym, że akurat w początkowej fazie fascynacji mało kogo nawiedza zdrowy rozsądek. Spotykasz, wyczuwasz,przyswajasz i w głowie rodzi się totalny zgiełk.Nie sposób oceniać innych posunięcia i jeśli przyjdzie komu piętnować kogoś za nagłą i nieoczekiwaną demolkę własnej prywatnej sfery, to powiem - życia Pani/Pan nie znasz. Nieproste co oczywiste wydawać się może. Wystarczy jedna iskierka, aby stanąć w płomieniach. Co wtedy? Właśnie. Tu zazwyczaj pojawia się problem, dokąd podążyć. Iść za tym kotem?, który właśnie zgrabnie przeszedł pod płotem i wcisnął się zgrabnie w mroki ogrodu tajemnic. Ulica prosta oświetlona, na jej codziennym chodniku przechadzasz się po znanych, spowszedniałych,ale jakże bezpiecznych nawierzchniach. W świetle lamp dostrzegasz te same kształty i obrazy, a smak iście łagodny i znajomy mają serwowane potrawy. Zdaje się, że dosłownie wszystko ma swoje miejsce, a w nim nawet my osiągamy pozycję nietykalną. Czy czasem nie jest to jednak zwykłe złudzenie?Może któregoś dnia zdarzyć się i tak,że pewna dla nas ostoja-okolica zwinie swój zarys i sama podąży za innym kotem. Kiedy już więc stanie na Twojej drodze kociak pomyśl co masz do stracenia, a jeśli nie dajesz głowy, że ulica i cały Twój świat, w którym dotychczas żyjesz,jest bliski Tobie i Twoim oczekiwaniom, rozważ czy właśnie tego chcesz. Słyszałem całkiem niedawno od bliskiej mi przyjaciółki-dobrodziejki mądrą kwestię - "Dziecko masz jedno życie więc się w nim nie męcz". Jakże mnie olśniło. W takiej sytuacji to prawda,że jesteśmy jak dzieci. Bezbronni,naiwni i narażeni na duże zmiany. Nikt z nas nie wie czy metamorfoza będzie lepsza niż dotychczasowa bryła w jakiej zamyka się nasze obejście. Mamy jedno życie. Czy warto męczyć się w nim? Nie! Jednak nie oznacza to, że mamy na ślepo odmienić swój żywot lub ze strachu przed niewiadomą odrzucić okazję zmiany. Nie urodził się jeszcze taki, który wie co czeka go w podróży przez ciemny ogród stąpając w cieniu podniesionego ogona kotka. Kto nie doświadczył złożoności tej sytuacji, może powiedzieć, że przeszedł przez swój żywot niczym statyczny posąg, ustawiony raz na zawsze pośród stałych jak kamienice na placu sytuacji. Największy sukces odnosi ten, kto sam bez uszczerbków na własnej psychice podąża rozsądnie w zgodzie z wolą umysłu i serca. "...Żona wnet przeraziła się,gdy powiedziałem jej, że nigdy już nie pójdę z nią..." Na takie deklaracje trzeba poczekać, a jakże czekać skoro kot już poszedł, powraca wprawdzie lecz znienacka, by znowu owinąć się wokół nóg,zostawić swój dotyk i zapach. Nie sposób okiełzać naturalną dzikość i interesowną namiętność. Pragnienie wzmaga irracjonalizm,a deklaracje mogłyby pogrążyć nie tylko nas, lecz przy okazji wszystkich, dla których jesteśmy ważni,stanowiąc istotny element fundamentu poznawczego świata,na bazie którego opiera się bezpieczna wizja realności.Jakiś głos wewnętrzny odezwać się może - "A zasady,hej co z nimi?". To czysto indywidualny wymiar dotychczasowych relacji na podstawie,których dąży się do samorealizacji.Jeśli więc kodeks jest oczywisty i pozytywny, może lepiej niczego nikomu nie deklarować. Nacisnąć reset i uśmiechnąć się. Kiedy jednak nieznane stanowić ma o doświadczeniu czegoś nie gorszego, to sprawę decyzji powinniśmy zostawić każdemu do wyboru. Zupełnie jak w treści ostatniej zwrotki "...Ale ja już byłem tam, skąd tylko dziki kot. Właśnie ten co drogę zabiegł mi. Moją szansą był. Właśnie ten..." Czasem jednak życie można przełożyć na piosenki, jednak nie komplementarnie. Odkryłem to wiele lat temu. A jak to było i jest z Wami?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz