niedziela, 25 grudnia 2011

Z papieru świat czyli demakijaż codziennej lekturki szarej główki.



Z papieru świat czyli demakijaż codziennej lekturki szarej główki.

"...Czy to już tak zawsze ma pozostać,czuję się jak rysunkowa postać,kim był ten gość co na pomysł wpadł,by mi zafundować,z papieru,z papieru świat"...
Słowa znanej i popularnej kapeli Lady Pank dostarczającej wielu przeżyć słuchaczom radiowej "Trójki", a z czasem i innych stacji, na których akurat celowo nie zatrzymuję się na dłużej...
Zachodzę w głowę i poszukuję odpowiedzi na szereg pytań kłębiących się,interpretując fragment zacytowany powyżej. Myślę, że nie odkrywam niczego specjalnego, ale zapewne każdy poczuł się przynajmniej raz w swoim życiu niekomfortowo.
Żyjemy w realiach, w których jesteśmy zewsząd bombardowani przez natarczywych lub wyjątkowo uprzejmie miłych sprzedawców marzeń. Od tego wszystkiego często robi się, aż tak słodko, że dostaje się mdłości. Wszystko ma swoje granice. Każde pragnienie zostaje kiedyś zaspokojone. Reakcja zwrotna u zdrowego organizmu wystąpi prędzej czy później. Niestety o naturalnej prawidłowości każdej istoty nie wiedzą wszyscy., przy pełnej akceptacji producentów i ich zorganizowanych machin łącząc te dwa elementy w nadziei na kolejną niebagatelnie wielką sprzedaż.
Czy można mieć pretensje do żądnych zysku handlawców1 i pracujących dla nich uczciwych i upapranych w manipulacje mas? Czy też należałoby spojrzeć z pewnym politowaniem na zachłannych odbiorców trzydziestej pary spodni, czterdziestej piątej skórzanego obuwia po czwarty piekarnik...Zakupy,marketing,odezwa do ludu,odbiorcy. Nie widzę w tym nic złego. Czy jednak nie bywa i tak, że pośród nas zdarzają się ludzie, którzy bardzo mocno zagubili się pośród stosu reklamowej makulatury? Oczywiście widzę u jednych pewne zdziwienie do czego zmierzam, u innych zaskoczenie, ponieważ nie czerpią przyjemności z dennej kąpieli zmysłów w kolejnym akcie sprzedażowej propagandy. Rozmawiam i obserwuję. Rzadziej komentuję na gorąco,przeważnie tłumiąc w sobie gorycz jaką niesie nam od lat rzeczywistość. Zalewają nas stosy reklam, a odporni na wiedzę z uśmiechem pożądania studiują te mizerne lekturki. Siedzą dzień w dzień wyrabiając w sobie łaknienie nabycia kolejnych gadżetów. Nie wstydzi ich nawet fakt, że ktoś z rodziny zażenowany przestał ich odwiedzać,a prawdziwi przyjaciele rzadziej do nich zaglądają. Tworzą się klany bywalców marketów i sklepików! A to Ci dopiero kasta. Stali posiadacze plastikowych rekwizytów o móżdżku naćpanego blaskiem iskrzących się neonów konsumenta i sercu nienadającym się nawet na gulasz dla ludożerców. O nich jednak wypada napisać osobny rozdział demakijażu.
Powiedzcie mi jak to jest kiedy tysięczny raz wrzucacie gazetkę czy świstek do śmietnika lub kiedy rozłączacie połączenie ze słodkopierdzącym konsultantem. Czy przyjmujecie te fakty za zasadne z Waszego punktu widzenia? Rozumiejąc w pewnym aspekcie pracowników firm łączących się telefonicznie z Waszymi domostwami w nadziei na uzyskanie bezpośredniego kontaktu z Waszym portfelem, wypadałoby zastanowić się kiedy nastąpi krach prób wdzierania się w Waszą prywatną sferę. Nie znam odpowiedzi na to pytanie i myślę, że ten nieodłączny element systemu, którego nie ośmieliłbym się inaczej nazwać jak polskimi realiami, istnieć będzie tak długo, dopóki znaczne grono świadomych odbiorców nie zacznie ostentacyjnie reagować na próby skuszenia ich bez ich komplementarnej zgody.
"Czy to już tak zawsze ma pozostać? Czuję się jak rysunkowa postać. Kim był ten gość, co na pomysł wpadł, by mi na złość zafundować,z papieru, z papieru świat..."

Właśnie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz