niedziela, 25 grudnia 2011

Podróż do ciepłych krajów czyli demakijaż bezsennych nocy i sennych dni.



Podróż do ciepłych krajów czyli demakijaż bezsennych nocy i sennych dni.

"Przeczuwam,że daleko stąd na plaży właśnie leży ktoś. Ocean cicho szumi mu i łasi się do jego stóp..." - Podróż do ciepłych krajów, drugi utwór,drugiego albumu Obywatela G.C. o nazwie "Tak!Tak!" wydanego ponad 23 lata temu. Ponownie twórczość Grzegorza, wpływa na moją potrzebę uchwycenia chwili, treścią kilku niewielu znaczących tego przedpołudnia zdań. Dobiega kres tegorocznego Sagittariusa. Kto miał przybyć na ten świat wyłonił się zza oczekiwań bądź rozczarowań jego twórców. Do szarych okien i drzwi powoli nadciąga chłód Saturna. Co najdziwniejsze tego roku przychodzi mi do głowy akurat Kazik "...kolejna zima,a śniegu ni ma,ja tego nie mogę wytrzymać..."Co tam śnieg i co tam zima. Większość z nas bezgłośnie w pokorze i rozczarowaniu śpiewa "...kolejne Święta i siana ni ma...". Zapewne znajdzie się za to siano w kościelnych żłobkach podtrzymując piękne tradycje chrześcijańskiego świata, a że przy okazji kler nabije sobie wiklinowe tace sianem o twarzach książąt i królów Polski w wydaniu N.B.P. to jak zwykle inna sprawa. Tak długo inna,dopóki ktoś nie przypomni sobie o fakcie cichej budowy państwa biało-czarnego w kraju biało-czerwonym. Poza blaskiem neonów choinek na myśl przychodzą całoroczne podsumowania zjadającego swój ogon kończącego się roku. Tak, tak. Inaczej znów nie będzie w wielu domach, gdzie spotkają się bardziej lub mniej szczęśliwe rodziny. Nie upraszczam spraw tak złożonych, że aby je dokładnie opisać, nie wystarczy miejsca nawet w 51 tomach o nazwie "encyklopedia żywotu człowieka polskiego w dobie przemian po roku 1989". Dlaczego 51? Jeśli przyszło Wam na myśl, że tym razem słyszę idącego cmentarzem wokalistę TSA, to myli się. Dokładnie tyle tomów encyklopedii radzieckiej wydano bowiem w państwie sowieckim, chcąc nadać nowej barwy ówczesnej szarości. Dzisiejszej społecznej doliny nie sposób zamknąć w tyluż ponumerowanych książkach. Zdarzy się wkrótce wiele dobrego. Niestety jak zawsze na krótką metę. Media będą prześcigać się w wyścigu na lepsze przemowy. Z okien telewizorów wydobywać będą się orędzia bardziej ludzkich niż zazwyczaj ważnych ludzi. Ryżowłosy prime orator opowie rodakom bajkę o sile i potędze kraju nad Wisłą. Niestety ludzie wierzą, ponieważ mają do tego w większości tendencje. Łykną tę setkę z Donaldem, jak niemal wszystko co im ktokolwiek medialny podrzuci, oprócz prawdy. Nie czarujmy się chcemy w coś wierzyć. Każdy z nas chce poczuć, że teraźniejszość jest lepsza niż zarejestrują ją nasze prawdziwe zmysły. Wielu jednak obywateli publicznych i tych zwyczajnie zamożnych ich nie ma. Wycięto je niejednokrotnie wraz z ich przeszłością, w której pięli się po drabinie społecznej, aby zamiast obiecanego ogółowi przy śmierci ludowej ojczyzny socjaliberalizmu dobić do portów rozpustnej degeneracji. Tak się akurat złożyło, że miałem wątpliwą przyjemność przechodzić wczoraj w godzinach wieczornych alejami nowego przylądka kultu Poznaniaków Starego Browaru. Zawalone po brzegi towarami i ich odbiorcami szklano-metalowe bryły kramików, trzęsły mną jak delirium rozchorowanego alkoholika. Wielki wyścig, aby zdążyć na czas zapchać swoje szafy pudłami, o których za kilka dni nie będzie się częstokroć rozpamiętywać. Jedyny plus postbrowarnego przybytku to ciepło grzejników, na zewnątrz bowiem temperatura bliska zeru może wywołać i u zdrowych umysłów na zły początek ból gardła. Lekarstwa kosztują krocie, a byt określa świadomość, zatem uchroniwszy swe ciało od wirusa, podałem sobie zastrzyk wrażeń jakim są niewątpliwie obserwacje pochodów galerianów. Ach cóż za krok, ten pęd i to obycie. Każdy z nich doskonale zna dziesiątki miejsc, o których istnieniu wielu bliskich mi mentalnie nie ma pojęcia. Rzesze zorientowanych na kolorowe szyldy "Ratusza Konsumpcji" kontra ciemne ulicy Wildy i Łazarza, którymi przejeżdżałem po trzech godzinach powracając z pewnego spotkania.Wiem, po której stronie zawsze stała moja osobowość bez względu na fakt czy portfel był ,średniej zasobności, chudy czy kiedy wskutek zawirowań życiowych dezaktualizowała się jego podstawowa rola.Nie inaczej i wczoraj spojrzałem na przedświąteczną aurę złotych lad i jej nemezis widoku wielobarwnych stor brudnych okien w mieszkaniach. Bogactwo jest piękne, lecz szczególnie cieszyć może wrażliwe dusze, kiedy jego dobrodziejstwo dotyka całe społeczeństwo. Wiadome jednak, że jest to tylko i niestety, podkreślę to, tylko romantyczna utopia. Niemniej jeżeli nie można doprowadzić do zupełnej równości marzy mi się podjęcie działań interwencyjnych ze strony ludzi czynu zmierzających do wyrównywania znaczących dysproporcji. Fakt, że zbiera mi się coraz częściej na bardzo głębokie przemyślenia wynika ze stanu ciągłej mdłości po menu, którym chcąc nie chcę, muszę się zażerać.
"...Przeczuwam inny świat, gdy czuwam, kiedy nie mogę spać. Za oknem pada śnieg, nie szkodzi, ważne że chociaż wiem...". Noce bliźnich, podobnie jak moje, stały się niepokojące i męcząco bezsenne, dni zaś senne i często bez wyrazu. To wszystko wysoki rachunek tych czasów. I choć wprawdzie po ulicach nie chodzą okupanci ze szpaginami, to jednak ktoś zgotował nam tak podłą surówkę z miksu stresu i pogardy do ludzkiej jednostki, że ta lepi się wisząc jak włosie anielskie na choinkach. Zmory pełnej obojętności pukają nocą do snów, wybudzając z nich nawet najbardziej pracowitych, zmarnowanych znojem rodaków. Przecież jest gdzieś inny świat, miejmy nadzieję, że lepszy, choć nie odzierając nikogo z wiary, wszędzie dobrze tam gdzie nas nie ma. Do tego przychodzi kolejny kac. Wiedza i wyobraźnia skopanej inteligencji o pięknie niebieskiej planety. Podróżujemy coraz częściej tak mówią zewsząd statystyki. Czym jednak może być statystyka, a czym osobiste odczucia i przeżycia Polaków wystarczy porozmawiać z nimi, gdzie i kiedy byli. Trudno wyobrazić to sobie, ale szczególnie dużą grupę marzycieli bez pieniężnego pokrycia stanowią ludzie młodzi obciążeni kredytami lub wegetującymi na marginesie zarobkowej statystycznej średniej krajowej.Jakiś czas temu wróciwszy do ojczyzny usłyszałem z ust pewnej kobiety, jak się zaraz okaże, niewysokich lotów intelektualnych "Widzisz Miszka,wróciłeś do Polski i po co ty się tych języków uczysz i tak roboty nie ma"... Odpowiedziałem - dlatego, powtarzając to słowo dwukrotnie. Puenta nasuwa się sama, delikatniej nie można było się odciąć i dać pstryczka w nosek, bez wdawania się w zbędne dyskusje.Trzeba mieć przecież świadomość otaczającego nas świata w każdym kontekście więc "...ważne,że chociaż wiem..." Podróż do ciepłych krajów i to niejedna głęboko wierzę, są jeszcze przede mną,"...Kawalerze w każdej chwili możesz tu być..."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz