niedziela, 25 grudnia 2011
Cud niepamięci czyli demakijaż życiowej sinusoidy.
Cud niepamięci czyli demakijaż życiowej sinusoidy.
"Gdy wszystko idzie źle i nie masz dokąd pójść, przyjaciół tłum rozproszył się, wydaje Ci się, że tak pozostanie już..." Staszek Soyka potrafi napisać teksty piosenek, o których nie sposób zapomnieć. Oczywiście jak każdy artysta ma także mniej udane pozycje. Jego twórczość podobnie jak losy każdego z nas jest jeno sinusoidą. Nie wiem w jakim punkcie życia znajduje się każdy z Was. Nie sposób, abym odczytywał przejrzyście doświadczenia przez, które przeszliście. Przecież przede wszystkim każdy z nas ma problem z samym sobą, a nawet jeśli zakładacie, że tak nie jest, przemyślcie dokładnie i chociaż subtelnie uśmiechnijcie się. Ale któż bez wad...
W ostatnich latach życie mocno skomplikowało się. Jednym z nadmiaru doświadczeń, drugim z nieumyślnego zastoju, a jeszcze innym nie przyszło tego stanu doświadczyć i ćwiczą godzinami po pracy kciuki na ukochanym pilocie telezniewalacza. Jakże nie sposób, nie zgodzić się z tezą, że najszczęśliwsi na świecie są prawdziwi głupcy i wierni widzowie niemęczących zmysły stacji telewizyjnych. Jakież to cudowne potrafić wyłączyć myślenie, na tyle skutecznie, że kierat w pracy przypomina takim szczęściarzom jedynie męczący maraton rowerowy, a własny czy bliźniego kredyt mieszkaniowy jest comiesięczną powinnością zapłaty fundacji decydentów "Urządźmy wieczne wakacje nieznanym rodakom". Przyjemnie przeżywać jest własne lub bliskich szczęście. Dlatego nie reagujmy z dezaprobatą na radość sąsiada, że kupił sobie grilla i zaprasza na poczęstunek dwunożnych. Kto to wie, kiedy jego sinusoida zbliży się do granicznego punktu jak piłka tocząca się ku własnej linii bramkowej. Jeszcze chwila, a w toku nieprzyjaznych wydarzeń, receptory zanotują jakieś niemiłe doznanie. Tak. Piłka wtacza się do siatki. Jeszcze w to nie sposób uwierzyć,ale właśnie tak się stało. Leżąc na kanapie zbieramy myśli niczym bezradny bramkarz na murawie. W głowie cisza,a w sercu kołatanie. Patrzą na nas bliscy, nasi kibice, którym nie możemy sprawić zawodu. Musimy podnieść się i spojrzeć na nieprzyjemną sytuację jaka nas doświadczyła. Zupełnie jak ten zawodnik z numerem 1, trzeba sięgnąć po futbolówkę do siatki i otrząsnąć się,aby dalej trwać na straży bezpieczeństwa siebie i własnego zespołu. Wiem, że życie i przeróżne przykrości łatwiej znosi się w grupie. Dlatego chrońmy nasze ostoje od nas samych, kiedy wydaje się nam, że świat się zawalił. Wcale tak nie musi być. Tylko śmierć ostatecznie zniesie nas z tego boiska. Gorzej jeżeli nie ma się na kim oprzeć,aby stanąć stabilnie w pionie. Jednak niezmiennie skłaniam się ku teorii, że choć szachem perskim nie można być z niczego, to jednak nie musimy stawać się uciążliwymi typkami. W nieszczęściu każdemu ma prawo siąść psychika przypominając zarżnięty po awarii samochód. Życie jest sinusoidą. Zmienną windującą ku wzlotom i upadkom. Jeżeli ktoś nie doświadczył podobnych radości i męczarni, to nie jest gotów, aby odbierać w sposób normalny życie własne i innych. Zatkajmy takim cwaniakom i niedojrzałym usta, zanim ich głupota, nie wprawi w ruch ostrych słów jak wilcze kły. Nie jest prosto zmierzyć się z porażkami kiedy nie ma przy nas najbliższych z przeszłości, kiedy rodzina stanowi sztuczną dekorację na weselu czy imieninach, a sąsiedzi są tylko majaczącymi złowrogo fizjonomiami. Jednak jeśli macie w swoich światach właśnie takie konfiguracje nie sposób jednoznacznie winić Was. Może nieszczęśliwie właśnie tak potoczył się Wasz mecz, że na tablicy świetlnej wynik brzmi 0:3. Cóż, nic dodać, nic ująć. Bezczynnie leżąc lub pociągając za flaszkę nie polepszymy stosunku cyfr. Zdarza się, że w pojedynkę,czasami w parach,a kiedy indziej odbudowa własnej psychiki i sytuacji życiowej opiera się bez udziału wielu,wydawać mogłoby się, wielkich nieobecnych. Tak naprawdę nie są to żadni ważni w tym momencie ludzie. Przyjaciele czy biologiczni w linii okazując się jedynie nimi z nazwy, dezaktualizując swój godny status. Dlaczego zatem więc większość z nas, wspomina ich z żalem? Odpuśćmy sobie i nie obrażając się odbudowujmy wynik, na który czekają nasi kibice. Jeżeli wydaje się Tobie, że jesteś zupełnie osamotniony w swoim trwaniu, to wiedz, że grasz na pewno na odległym wyjeździe,a Twoja widownia oczekuje pięknej odmiany gdzieś przed metaforycznymi radioodbiornikami i szklanymi pudłami Twojego niezgłębionego miasta. Pragnąłbym, aby każdy w chwili osobistych klęsk głęboko wierzył w siebie i moc sprawczą zmian jaka z czasem sprawi odmianę na lepsze. Kiedy widzimy z boku toczącą się radosną idyllę, nie krytykujmy jej, przecież i ona skończy się. Puenta jest taka, cieszmy się z tymi i tym co mamy. Jeżeli przyjdzie świętować będzie zawsze z kim. Zwycięstwo bowiem ma wielu ojców. Jeżeli nadejdzie czas trwogi i wyniszczenia, wierzmy, że chociaż cześć z tych co z nami świętują,otrze nasz pot i łzy w znoju. Porażki mają bowiem ojców niewielu. Ponadto, należy starać się pamiętać o zmienności życia, aby mieć rozum na karku. Wszystko w temacie, pięknego hymnu Staszka Soyki.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz